Dyskusja o problemach samorządu z oświatą była wielowątkowa i bardzo merytoryczna. Oceniano nie jakość edukacji jako taką, ale warunki finansowe, demograficzne i kadrowe, w jakich jednostki samorządu terytorialnego realizują swoje zadania oświatowe. Skupiała się przede wszystkim na narastającej „luce oświatowej" — różnicy między tym, co samorządy wydają na oświatę, a tym, co otrzymują z budżetu państwa w ramach subwencji.
Szacunki różnych instytucji plasują tę lukę na koniec 2026 r. w przedziale od 18 do 49 mld zł, w zależności od przyjętej metodologii. Reforma systemu finansowania JST z 2025 roku nie rozwiązała problemu — kwestię finansowania oświaty przełożono na rok 2026.
- Grzegorz Cichy – burmistrz Proszowic, prezes Unii Miasteczek Polskich
- Anna Grygierek – burmistrz Strumienia, wiceprzewodnicząca Związku Gmin Wiejskich RP
- Małgorzata Kern – skarbniczka Gliwic, przewodnicząca Krajowej Rady Forów Skarbników JST
- Marek Pleśniar – dyrektor Biura OSKKO
- Magdalena Radwan-Röhrenschef – ekspertka IBE i MEN (Reforma Kompas Jutra)
- Sebastian Skuza – prof. UW, wiceminister finansów w latach 2020–2023
Głos OSKKO: "standard za uczniem", nie "pieniądz za uczniem"
Najważniejszy głos Marka Pleśniara dotyczył fundamentalnego pytania o zasadę organizacji i finansowania oświaty. Dyrektor Biura OSKKO zakwestionował dominującą logikę „pieniądz za uczniem" i zaproponował w jej miejsce podejście jakościowe — powiązanie finansowania ze standardem usługi edukacyjnej.
„Jakość edukacji to nie tylko pieniądz za uczniem, ale standard za uczniem. Standard, który przewiduje nie za małe, nie za duże klasy, właściwą usługę i współczynnik nauczyciel–uczeń. My (OSKKO) się do tego przyłączamy. Rozmawiamy o tym od jakiegoś czasu." — Marek Pleśniar, dyrektor Biura OSKKO, EKG 2026
Myśl tę podchwycił były wiceminister finansów prof. Sebastian Skuza, który wprost stwierdził, że kierunek wskazany przez dyrektora Pleśniara mu się podoba — analogicznie do szkolnictwa wyższego, gdzie subwencja jest naliczana częściowo za jakość, a nie wyłącznie za liczbę studentów. Skuza zasugerował wprost, że podobny algorytm można by zastosować w oświacie samorządowej.
Hasło, że to standard powinien podążać za uczniem, a nie pieniądze, zostało podjęte przez wszystkich uczestników debaty. Zgodzili się, że w obecnym systemie brakuje jakościowego współczynnika decydującego o organizacji oświaty.
Marek Pleśniar wskazał, że optymalną liczbą uczniów w klasie — taką, która daje nadzieję na dobre wyniki edukacyjne i zarazem zapewnia nauczycielom godne warunki pracy — jest 15 uczniów. Argumentował, że ten próg jest tym ważniejszy, im bardziej rośnie liczba uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w klasach ogólnodostępnych — a ta tendencja będzie się pogłębiać.
Liczebność klas a warunki pracy nauczycieli
W toczącej się dyskusji o minimalnej liczbie uczniów w oddziale klasowym Marek Pleśniar wskazał konkretną wartość: 15 uczniów. Propozycja wpisuje się w szerszy postulat standaryzacji warunków nauczania — tak, by klasy nie były ani zbyt liczne, ani tak małe, że nie spełniają swojej roli socjalizacyjnej i finansowo obciążają samorząd.
Liczbę tę pośrednio poparła ekspertka IBE i MEN Magdalena Radwan-Röhrenschef. Wskazała, że choć badania nie potwierdzają wpływu wielkości klasy na wyniki uczniów (poza wczesnoszkolnymi klasami I–III), to wyraźny związek istnieje między liczebnością klasy a komfortem i satysfakcją zawodową nauczycieli — która w Polsce należy do najniższych w krajach OECD. Wniiosek: jeśli samorządy chcą zachęcać nauczycieli do pracy w zawodzie, wielkość klasy jest czynnikiem, który muszą brać pod uwagę.
Samorządowcy z kolei postulowali wprowadzenie ustawowego dolnego limitu liczby uczniów w oddziale. Burmistrz Grzegorz Cichy zaproponował, by poniżej 8 uczniów oddział nie był tworzony (z wyjątkami dla mniejszości narodowych, rejonów górskich i podobnych). Taki zapis — argumentował — nie tylko zmniejszyłby koszty, ale dałby samorządom silny argument w trudnych rozmowach z rodzicami o sieci szkół.
Szerszy kontekst debaty
Debata dotykała wielu innych wymiarów kryzysu finansowego oświaty samorządowej: odpływu uczniów ze wsi do miast, rosnących kosztów wynagrodzeń nauczycieli dyplomowanych, kosztów dowożenia, ogrzewania i wyżywienia, braku kadry nauczycielskiej i pracowników finansowo-księgowych, a także rosnącej liczby dzieci wymagających pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Wśród postulatów pojawiły się m.in.: przejęcie przez budżet państwa finansowania wynagrodzeń nauczycieli (na wzór policji i straży pożarnej), zmiana zasad dotowania szkół niepublicznych, przekazanie finansowania urlopów dla poratowania zdrowia na ZUS lub NFZ, a także zwiększenie wpływu wójtów i burmistrzów na wybór dyrektora szkoły.
Prof. Skuza przestrzegł jednocześnie, że ze względu na stan finansów publicznych duże zwiększenie nakładów na edukację w krótkim czasie nie będzie możliwe — i zaproponował stopniowe zwiększanie dochodów JST połączone z mocnymi nakładami inwestycyjnymi z budżetu centralnego.