Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO), reprezentujące ponad 6000 dyrektorów szkół, nauczycieli oraz osób kierujących placówkami oświatowymi, przedstawia zdecydowanie negatywną opinię wobec projektu ustawy zawartego w druku sejmowym nr 2449.
Projekt, mimo deklarowanego celu wzmacniania praw uczniowskich, działa przeciwko realnemu wspieraniu dzieci i młodzieży, zawiera rozwiązania nadmiernie sformalizowane, oderwane od realiów funkcjonowania szkół. W naszej ocenie projekt nie naprawi szkoły, lecz zmieni jej naturę: zamiast wspólnoty wychowawczej opartej na relacji, odpowiedzialności i współpracy, kreuje model szkoły oparty na procedurach, skargach, odwołaniach i permanentnym, paraliżującym działania sporze formalnym. Zmienia przestrzeń życia szkoły w królestwo roszczeń i oskarżeń.
Projekt opiera się na filozofii, w której szkołę traktuje się nie jak partnera rodziny i ucznia, lecz jak potencjalnego przeciwnika, którego działania należy stale kontrolować i kwestionować. Nauczycieli stawia się nie po stronie ustawodawcy (i po stronie ucznia) – lecz zniechęca do współpracy z opresyjnym systemem. Zapowiedzi MEN tchną brakiem zaufania i szacunku do nauczycieli. Nie budują autorytetu nauczyciela. Wbrew deklaracjom i wypowiadanym słowom, o ww. szacunku i poważaniu autonomii nauczyciela.
Poniżej wskazujemy zasadnicze słabości projektu:
I. Proceduralizacja szkoły i tworzenie „szkolnego kodeksu karnego"
Niepokojące są przepisy dotyczące odpowiedzialności uczniowskiej. Projekt tworzy rozbudowany system postępowań, który w praktyce zaczyna przypominać szkolny kodeks karny. Pojawiają się, naszym zdaniem kuriozalne: „strony postępowania", świadkowie, osoby pokrzywdzone, odwołania, „swobodna ocena dowodów", domniemanie niewinności, ostateczne decyzje, formalne procedury doręczeń.
Upominamy pomysłodawców, że zamieniają język pedagogiki na język postępowania administracyjnego i karnego. Tymczasem szkoła nie jest i nie chce być sądem. Nie jest oparta na karach i ich żmudnym uzasadnianiu. W proponowanej praktyce każda trudniejsza sytuacja wychowawcza może zostać zamieniona w wielotygodniowy konflikt proceduralny. Przy obecnym poziomie roszczeń wobec szkół, obecność prawników w szkole stanie się codziennością. Już takie sytuacje odnotowujemy – lecz na mniejszą skalę.
W sytuacji gdy np. uczniowie m.in. krzywdzą się, obrażają w Internecie, szkoła chce szybko: ochronić uczniów, wysłuchać uczniów i rodziców, przywrócić bezpieczeństwo klasy.
Dzisiaj robią to wspólnie: wychowawca, pedagog, psycholog, nauczyciele, dyrektor.
Po wejściu ustawy pojawi się: odrębna „instancja", formalne procedury, „gromadzenie materiału", wysłuchiwanie stron, formułki o możliwości odwołania, ryzyko zarzutu proceduralnego. Najważniejsze przestanie być pytanie: „jak pomóc uczniom i uspokoić sytuację?", a zacznie: „czy procedura została przeprowadzona idealnie?" To nie zwiększy bezpieczeństwa szkoły, lecz zwiększy lęk przed podejmowaniem niezbędnych decyzji.
II. Projekt znacząco osłabia sprawczość szkoły.
Dyrektor odpowiada za: bezpieczeństwo podopiecznych, organizację szkoły, reakcję na przemoc, ochronę uczniów, utrzymanie ładu wychowawczego. Ale omawiany projekt obudowuje jego działania: kolejnymi procedurami, opiniami, odwołaniami, możliwością ingerencji kolejnych rzeczników.
To prowadzi do paraliżu decyzyjnego. Dziś nauczyciel jeszcze próbuje reagować w trudnych sytuacjach. Po wejściu ustawy zacznie kalkulować czy nie rozpocznie się formalne postępowanie, czy zostanie uwikłany w kolejne odwołania. Czy warto reagować.
Ponownie, (bo nie jest to pierwszy projekt tak skutkujący) najbardziej ucierpią uczniowie niesprawiający problemów. Bo szkoła będzie musiała poświęcać więcej energii na zabezpieczanie procedur, a coraz mniej na wychowanie i nauczanie.
III. Szkolny rzecznik praw uczniowskich jako „urząd wewnątrz szkoły"
Projekt tworzy w szkole nową funkcję o niezwykle szerokich kompetencjach. Szkolny rzecznik praw uczniowskich ma: przyjmować skargi, prowadzić działania wyjaśniające, umożliwiać anonimowe zgłoszenia, współpracować z rzecznikami zewnętrznymi, uczestniczyć w postępowaniach, prowadzić działalność informacyjną, organizować mediacje, kontaktować się z instytucjami spoza szkoły. Powstaje pytanie o ustawowe zadania dyrektora – to przecież on reprezentuje szkołę na zewnątrz.
W praktyce projekt tworzy w szkole quasi-urząd. Ma on funkcjonować wewnątrz społeczności nauczycielskiej. Często ponad głową i w kontrze do wychowawcy, pedagoga, psychologa, dyrektora. Odchodzi od modelu współpracy i zastępuje go modelem formalnej skargi.
Tymczasem szkoła przez lata wypracowała znacznie lepszy, działający model. Po pierwsze prawdziwym, co dzień wykonującym swoje zadania rzecznikiem ucznia jest – wyraźnie nieszanowany przez MEN – wychowawca klasy.
Po drugie, trudne sytuacje rozpoznaje zespół ludzi: wychowawca, pedagog, psycholog, nauczyciele uczący.
Za nadzór nad tymi działaniami wewnątrz szkoły odpowiada kolejna instancja – dyrektor. (Tu pojawia się uwaga – takim rzecznikiem ucznia na zewnątrz szkoły jest dziś wizytator zajmujący się konkretną szkołą i kurator oświaty. Czy pomysł wprowadzania równoległej instytucji „super urzędnika" na poziomie powiatu, województwa nie jest wręcz policzkiem dla tych urzędników?)
Szkołę osłabiano latami w tych działaniach, dziś nauczyciele i wychowawcy nie mogą znać sytuacji domowej ucznia, jego szczególnych potrzeb edukacyjnych, musimy występować do sądu rodzinnego aby się dowiedzieć czegokolwiek o uczniu i jego życiu. Ten trend trwa w omawianym projekcie.
Funkcję rzecznika ma, zdaniem pomysłodawców, pełnić opiekun samorządu uczniowskiego (nb. bez dodatkowego etatu, czasu pracy, wynagrodzenia, realnego wsparcia organizacyjnego). Ta sama osoba ma być jednocześnie: nauczycielem, opiekunem samorządu, rzecznikiem, odbiorcą anonimowych zgłoszeń (tworząc równoległy obieg informacji poza zespołem wychowawczym szkoły). To tworzy konflikt ról, kompetencji.
IV. Pole dla permanentnych sporów i odwołań
Projekt tworzy ogromne pole dla niekończących się sporów proceduralnych, prawnych. Każda szkoła (każda instytucja) ma niewielką grupę osób wykorzystujących każdą możliwość formalnego konfliktu. Ta ustawa daje im potężne nowe narzędzia. Zamiast szybkiego rozwiązania problemu pojawią się: odwołania, kolejne instancje, skargi, zaangażowanie rzeczników, formalne procedury.
V. Rada szkoły jako ciało rozpatrujące prywatne konflikty uczniów
Niewłaściwe jest uczynienie rady szkoły organem odwoławczym. Projekt przewiduje, że rada szkoły będzie rozpatrywać odwołania od kar uczniowskich. A jest to przecież ciało społeczne, złożone częściowo z nieprofesjonalistów. Gdy zajdzie sytuacja w rodzaju konfliktu emocjonalnego między uczniami, oskarżenia o cyberprzemoc, przemocy rówieśniczej, kryzysu psychicznego ucznia, konfliktu relacji osobistych – takie sprawy mają trafiać do kolegialnego organu złożonego z przedstawicieli różnych środowisk. Bez wymaganych kwalifikacji pedagogicznych, prawnych, odpowiedzialności. Czasem uwikłanych w roztrząsane sprawy, chociażby tylko środowiskowo.
Kto zagwarantuje: dyskrecję, ochronę danych wrażliwych, brak stygmatyzacji, ochronę relacji między uczniami i rodzicami? Szkoła nie może zamieniać dramatów dojrzewających dzieci w formalne postępowania quasi-sądowe roztrząsane na forum publicznym na wzór „szkolnego kolegium do spraw wykroczeń". Od tego mamy zawody zaufania publicznego – nauczycieli, pedagogów, psychologów, urzędników kuratorium, sędziów rodzinnych.
VI. Obowiązkowe rady szkół i przymusowa partycypacja
Projekt wprowadza obowiązkowe istnienie rad szkół. Partycypacja obywatelska ma sens wtedy, gdy wynika z potrzeby społeczności. Nie wtedy, gdy staje się ustawowym obowiązkiem. To zapewnia dziś istniejące prawo. Dzisiaj w polskich szkołach dobrze działają rady rodziców. Są realnym partnerem dyrektora i nauczycieli. Projekt zdaje się tego nie dostrzegać. Znamiennym jest niezapraszanie do poważnych konsultacji reprezentacji członków rad rodziców (podkreślamy – realnie mających dzieci w szkole – tu i teraz).
Zamiast wzmacniać istniejące i sprawdzone mechanizmy współpracy, tworzy się kolejne obowiązkowe struktury, które w wielu szkołach będą miały charakter wyłącznie formalny. Będzie on wręcz fasadowy – bo szkoły borykają się z niechęcią do udziału w takich ciałach, już stworzenie rady rodziców jest wyzwaniem.
VII. Projekt dramatycznie zwiększa biurokrację.
Szkoły będą musiały: zmieniać statuty, tworzyć nowe procedury, obsługiwać rzeczników, prowadzić dodatkową dokumentację, anonimizować dane, pilnować terminów proceduralnych, publikować kolejne dokumenty, organizować nowe wybory i organy. Towarzyszą temu braki kadrowe, coraz trudniejsze sytuacje psychofizyczne uczniów, przeciążenie nauczycieli.
Dostrzegamy w proponowanych zmianach brak znajomości tych realiów szkoły. Projekt sprawia wrażenie przygotowanego bardziej z perspektywy teorii prawnej i aktywizmu proceduralnego niż doświadczenia codziennego funkcjonowania szkoły.
VIII. Podsumowanie i postulaty
Projekt traktuje szkołę nie jak wspólnotę wychowawczą, lecz jak urząd wymagający wzmocnionego nadzoru, kontroli i proceduralnego rozliczania.
W proponowanych rozwiązaniach szkoła przestaje być miejscem: wychowania, współpracy, budowania relacji, odpowiedzialności, edukacji i rozwoju młodego człowieka, a staje się przestrzenią: formalnego sporu, skargi, odwołania, procedur, wzajemnej nieufności.
Tymczasem dobra szkoła nie powstaje dzięki nieufności i braku szacunku. Powstaje dzięki: mądrym nauczycielom, odpowiedzialnym dyrektorom, współpracy z rodzicami, relacjom opartym na zaufaniu, autorytecie, wspólnym poczuciu odpowiedzialności za młodego człowieka. Jeżeli szkoła zacznie funkcjonować przede wszystkim w logice obrony przed skargami, roszczeniami, proceduralnym sporem, przegrają wszyscy: nauczyciele, dyrektorzy, rodzice, uczniowie.
Dlatego apelujemy o odrzucenie projektu w obecnym kształcie i – jeśli taka jest determinacja resortu edukacji – przygotowanie nowych rozwiązań wspólnie z prawdziwymi praktykami prowadzącymi polskie szkoły każdego dnia.
Zgłaszamy postulaty do pracy na przyszłość – dla realnego wzmocnienia opieki nad uczniami i zapewnienia im dobrej, troskliwej edukacji:
- Konieczne jest pilne wprowadzenie wymagań co do programów praktycznego kształcenia nauczycieli w kierunku roli wychowawcy klasy. Nauczyciele nie umieją tego i uczą się roli wychowawcy sami.
- Zadania dzisiejszego wychowawcy klasy – realnego, codziennego „rzecznika ucznia" powinny być objęte energicznymi działaniami MEN, szkoleniami, badaniami naukowymi.
- Zadania opiekuna samorządu szkolnego – jw.
- Reprezentantami ucznia w szkole są jego rodzice/opiekunowie prawni. Należy wreszcie to zauważyć i honorować.
- NIE – dla przymusu zakładania kolejnych ciał społecznych. TAK – dla istnienia rad szkół powołanych z woli środowiska szkolnego. „Przymusowa partycypacja obywatelska" w postaci obowiązku zakładania rad szkół jest wręcz niekonstytucyjna. Nikt nie pytał obywateli czy chcą uprawiać taką działalność. Powinni oni mieć prawo zdecydować czy chcą takiej rady – tak jak jest aktualnie. Zmiana tego stanu zmierza ku fasadowym działaniom i fasadowym radom.
- Powrót poszanowania, stale lekceważonej, zasady pomocniczości państwa i autonomii społeczności szkolnej. Sztywne centralne przepisy, niebędące własnymi ustaleniami społeczności szkoły, czynią taki sztywny kodeks ciałem obcym w szkole. Swoistym „szkolnym kodeksem karnym i odwoławczym". Szkolne regulaminy, zawierane w statutach powinny nadal pełnić swoją rolę. Proponowane „umieszczenie w jednym miejscu" zasad uczniowskich nie jest do końca niezbędnym zabiegiem – bo to szkoła jest „jednym miejscem", które skupia działania państwa wobec edukacji dzieci i młodzieży. I to ona uczy samostanowienia i sprawczości. Jak tego ma uczyć instytucja sama pozbawiona sprawczości?
- Rozwój kompetencji kadry kuratoriów oświaty. Dziś to wizytatorzy pełnią rolę opiekunów ucznia tam, gdzie nie podołała szkoła. Powinni być w tym zakresie szkoleni i wspierani. Ewentualny rzecznik praw ucznia – jako inicjator i koordynator tych działań może być dobrym pomysłem. Lecz z poszanowaniem wieloletniego nakładu pracy wizytatorów.
- Idea „oderwanego rzecznictwa ucznia". Zapomina się, że uczeń nie jest odrębnym bytem, lecz istnieje także poza szkołą – wszędzie jest tym samym dzieckiem/młodym człowiekiem. Potrzebujemy współpracy instytucji zajmujących się dziećmi, bez rozdziału na opiekuńcze, lecznicze, edukujące itd. To nie szkoła jest winna wszelkiemu złu, jakie spotyka dzieci, wręcz przeciwnie – nawet nie mamy prawa znać sytuacji rodzinnej dzieci, rozpoznawać oznak krzywdzenia, potrzeb życiowych. Znane powszechnie przypadki krzywdzenia i zaniedbywania niemal zawsze odbywają się w domu i rodzinie – to jest czas i miejsce na uwzględnienie tego faktu. Tym powinien się zająć ustawodawca i naprawdę stworzyć „jedno miejsce" – gdzie skupimy uwagę na prawach dziecka w Polsce.
Na ręce: p. Posłów, Ministra Edukacji Narodowej, środowiska nauczycielskiego, mediów.
Z poważaniem: Zarząd OSKKO.